Po ulokowaniu bagaży i szybkim prysznicu idziemy zjesc w końcu sniadanie. W trakcie czekania na podanie jedzenia, biegniemy z Justą po swieżo wyciskany sok, do budki którą widzialymy w drodze do GH. Najlepszy na swiecie, niebiańsko smakujący, sok z owoców mieszanych!:) Kupujemy jeszcze orzechy kokosa, chcemy spróbować soku, okazuje się że sok smakuje jak poslodzona woda, bez szalu dla kubków smakowych jak to bylo w przypadku soku z trzciny cukrowej.
Mamy niewiele czasu, więc od razu po jedzeniu jedziemy zwiedzać. Na pierwszy strzal idzie ogród (w) Mandore. Wstęp do ogrodu jest bezplatny, a otwarte są od 8 rano, do 8 wieczorem. To miejsce piknikowe, gdzie można spotkać kilkupokoleniowe rodziny hinduskie, siedzące na trawie, czy spacerujące po parku. Miejsce jest urocze i stosunkowo spokojne, a kompleks swiątyń rzeźbionych w czerwonym piaskowcu robią wrażenie. Jest to również miejsce zamieszkania setek malp. Z malpami to osobna historia, po krótce jednak - powinno się ich unikać, a na pewno nie próbować szczerzyć, bo to się może źle skończyć.
Powyżej: Dlatego piszę że stosunkowo spokojne :) Dzieciaki obskoczyly nas jak malpki, kilkakrotnie prawie się przewrócilam, generalnie jednak bylo wesolo, choć jak widać Spider już nie mógl. Dzieci zostaly ostatecznie rozgonione przez jakiegos starszego Hindusa, widzącego że niezbyt sobie z tym glosnym i nachalnym tlumem radzimy.
fot. Spider
fot. Spider
fot. Waldek
fot. Waldek
fot. Waldek
fot. Waldek
fot. Justyna
fot. Justyna
fot. Justyna
fot. Justyna
Niestety nie jest nam dane zobaczyć wszystkiego, bo w pewnym momencie Waldka żądli w glowę pszczola, decydujemy więc jechać do szpitala. Ja z Waldkiem i Justyną zabieramy się jedyną wolną rikszą, a reszta korzysta z uslug komunikacji miejskiej.
fot. Spider
Dojechanie do najbliższego szpitala z Mandore Garden zajmuje trochę czasu, gdyby to byla gardlowa sprawa, mogloby być kiepsko. Na szczęscie do lekarza udaje się nam wejsć bez kolejki. Doktor ostukuje, obmacuje Waldka, w asyscie zaciekawionych tubylców, przepisuje jakies zastrzyki, za wizytę nie musimy placić nic. Rozeszlo się po kosciach, a umierający Waldek nagle odżywa gdy tylko slyszy slowo zastrzyk. Faceci to panikarze. Jak wygląda szpital publiczny w Indiach? Tak, jak sobie wszyscy wyobrażacie.
Robi się już późno, więc jedziemy do Jaswant Thada by zobaczyć zachód slońca, który w tym miejscu, podobno, wygląda wyjątkowo pięknie.
Nazywany czasem "small Taj Mahal", czyli malym Taj Mahal, Jaswant Thada jest memorialem zbudowanym, podobnie jak Taj Mahal, z bialego marmuru. Misternie rzeźbione tafle marmuru, które odbijają promienie slońca i nadają mu cieplego kolorytu, są tak cienkie, że momentami prawie przezroczyste.
fot. Spider
fot. Spider
fot. Spider
fot. Spider
fot. Justyna
fot. Justyna
fot. Justyna
fot. Justyna
fot. Spider
Miejsce rzeczywiscie przyjemne, nie ma za wiele do obejrzenia, ale panorama Jodhpuru i fort w promieniach zachodzącego slońca robią wrażenie. Po Jaswant Thada chodzi się na boso, nic to, że wokól wala się golębie guano. O ptasiej grypie chyba tu jeszcze nie slyszeli ;) Mimo że godzina już dosć późna, to marmur nadal rozgrzany, bieganie na bosaka po takiej powierzchni to jakas masakra.
fot. Justyna
fot. Justyna
Powyżej: Umaid Bhawan Palace widziany z Jaswant Thada. Jedna z największych na swiecie prywatnych rezydencji, miesci się takm także luksusowy hotel i publiczne muzeum.
Palac zbudowany jest z kamiennych bloków, bez użycia cementu - poszczególne bloki lączone są jak klocki lego. Jako ciekawostka - freski wewnątrz, a także portrety rodziny maharadży malowal polski plastyk - Stefan Norblin.
fot. Justyna
Poniżej:Do hotelu postanawiamy wracać na piechotę, drogę skracamy sobie idąc skalami. Wbrew pozorom zejscie nie jest trudne, a dystans skraca się dzięki temu znacznie.
Krążąc wąskimi uliczkami "blękitnego miasta" naszą uwagę zwraca przedziwna muzyka. Tak trafiamy do malej swiątyni poswięconej Krisznie. Okazuje się że ten hipnotyczny dźwięk wydobywa się z urządzenia przypominającego fonograf, albo raczej gigantyczną pozytywkę.
Bardzo zadowolone z naszego przybycia okazaly się kobiety modlące się wlasnie w swiątyni. Opwiedzialy nam trochę o swoim bogu, pokazaly i wlączyly w rytual aarti. Zlozylismy dary dla Krishny i otrzymalismy blogoslawienstwo. Hinduisci pelną gebą.
fot. Justyna