Jestesmy teraz w Jaisalmerze, miescie jak z basni tysiaca i jednej nocy. Spimy w forcie, a jutro jedziemy na dwudniowe safari na wielbladach. Bedziemy spac na pustyni pod golym niebem, razem ze skorpionami. Ha!
O podróżowaniu koleją indyjską wiele już napisano, ja oryginalna nie będę i dorzucę też coś od siebie. Właśnie temat podróżowania pociągami przed wyjazdem zjadł mi najwięcej nerwów. Teraz to wydaje się być zabawne, ale wtedy naprawdę martwiłam się, że sobie nie poradzimy, bo a to złodzieje, a to problemy z biletami, konduktorzy chyhający na łapówki, a to spóźnienia i odwołania. Rzeczywistość, po raz kolejny, okazała się mniej straszna i dużo łatwiejsza do oswojenia niż nam to przedstawiano. A może to tylko ja i moja skłonność do martwienia się na zapas. W każdym razie wtedy wydawało mi się to trudne, teraz wiem, że nie taki diabeł straszny. Przygoda zaczyna się już przy kupowaniu biletów, bo wbrew pozorom to nie jest taka prosta sprawa. Najpierw, trzeba odczekać swoje w kolejce. W międzyczasie (lub wcześniej) wypełnić formularz rezerwacji , wpisując mnóstwo danych. My zawsze korzystaliśmy z kolejowego biura dla turystów, ze względu na mniejsze kolejki. Biura te są w dużych, ważnych mi...
fot. Justyna fot. Justyna fot. Spider fot. Spider Żeby zobaczyć Umaid Bhwan Palace zjechalismy pól miasta. Nie wiem czego się spodziewalismy, tym bardziej znając hinduską politykę dotyczącą zabytków, ale na pewno nie tego co zobaczylismy. Wstęp na szczęscie niedrogi, ale szału ni ma. Do zobaczenia - front palacu, 3 sale w których kolejno znajdują się - makieta palacu, zdjęcia maharadży i jego rodziny i sala zegarowa. W sumie jakies 30 min. zwiedzania. Nieco zrezygnowani, ale bardziej rozbawieni wrócilismy w okolice naszego GH. Z perspektywu czasu, uważam, że Jodhpur to najbardziej niedocenione miasto w naszym planie podróży. Ma wiele do zaoferowania, choć na pierwszy rzut oka odpycha. My, niestety, daliśmy się porwać początkowemu wrażeniu i uciekliśmy. Sam fort jest niemożliwie imponujący :) Piękny, piękny, piękny! fot. Spider fot. Justyna fot. Justyna fot. Spider
Hello Delhi, again! Temperatura w nocy wydaje się być tu nieco niższa niż o tej samej porze w Goa, co mnie ubranej nieco plażowo jeszcze, daje się lekko we znaki. Nadal jest jednak cieplej niż podczas typowej sierpniowej nocy w Polsce, mimo to, niektórzy tubylcy chodzą już okutani w czapki i puchowe kurtki. Standardowo mamy problem ze znalezieniem taksówki, no i oczywiscie znowu chcą nas oszukać przy wydawaniu reszty. Cóż rzecz - życie! Na Paharganj docieramy na dwa samochody, nas taksiarz wysadza kolo dworca zamiast na glównej ulicy, ale trudno, daleko nie mamy, afery robić nie będziemy. Przy stoisku z samosami prawie wdeptuję w klębowisko szczurów, są naprawdę ogromne. Jakies dzieciaki, chyba chcąc zaimponować, łapią jednego i się nim bawią, lapią za ogon i robią mu karuzelę, w końcu rzucają. Za co dostają po lbie od jakiegos Hindusa. Jest smieszno - straszno, późno w nocy, czas szukać reszty ekipy i jakiegos kąta do spania. Lotnisko w Delhi. Tak czysto, że można jesć z podlogi. Just...
Komentarze